EFEKT MOTYLA, czyli długo o MOTYWACJI:)

  • - 09 kwietnia 2017 -

    EFEKT MOTYLA, czyli długo o MOTYWACJI:)

    0

    Dlaczego tak wiele osób ponosi porażkę na drodze do swojego celu? Tracą chęć, poddają się, nie potrafią pokonać przeszkód? To, czego im brakuje, to motywacja. a przede wszystkim umiejętność do motywowania samego siebie. Pewnie trudno w to uwierzyć, ale to właśnie umiejętność motywowania siebie, pobudzenie do działania, decyduje o tym, kto ukończy swoją drogę z sukcesem, a kto zatrzyma się w połowie tej drogi. I nie zrobi kroku dalej. Większość osób,  które  trafiają na coaching mówi: „Nie mam już motywacji”. Tej motywacji brakuje w związku, pracy przyjaźni. Szukamy nowych celów i przede wszystkim konsekwencji w dążeniu do nich. Ale jak sprawić, żeby klient wyszedł zadowolony i poczuł się zdopingowany do działania? Czym jest motywacja zewnętrzna i wewnętrzna? Co zrobić, żeby dobrze motywować nie tylko siebie? Po prostu trzeba pracować z samym sobą, a jak zaczniemy od siebie, to samo pójdzie dalej, jak idealny efekt motyla.

    Pojęcie „motywacja” jest obecnie mocno eksploatowane – w telewizji, radiu, gazetach i Internecie. Niepostrzeżenie narodziło się wielu ekspertów, którzy mówią, o najlepszych sposobach motywacji. Słyszymy: możesz, dasz radę, potrafisz. Ale co to daje? Czy aby na pewno wszyscy chodzimy teraz piękni, szczęśliwi, wysportowani i zorganizowani? Odpowiedź jest niestety prosta i brutalna: NIE.

    Każdy kto przychodzi do coacha,, oczekuje zmiany swojego życia o 180 stopni. Wiadomo, każdy chciałby, żeby było to takie proste, ale niestety to tak nie działa. Głównym mottem coacha powinno być zdanie: „Coaching to ciężka praca nad samym sobą.  Spotykasz się ze  mną na sesję, coaching zaczyna się jak stąd wychodzisz”. Klient musi być bardzo świadomy, uczyć się swoich zachowań, rozumieć je. Wtedy będzie mógł samodzielnie odpędzać ograniczające przekonania, motywować się, używać afirmacji i wizualizacji. Nic nie motywuje bardziej do działania niż chęć udowodnienia sobie, że mogę osiągnąć wszystko, czego chcę. Nawet (a może zwłaszcza) kiedy inni w to wątpią.

    Coach podczas sesji przekazuje klientowi bardzo dużo narzędzi, z których później każdy może skorzystać w domu. Tłumaczy, w jaki sposób walczyć ze sobą i dążyć do wyznaczonego celu. Ten natomiast otrzymuje możliwość, aby przekazywać to dalej. Dzięki temu może pomóc nie tylko sobie, ale i innym. I właśnie w ten sposób uwidacznia się efekt motyla. Pozorna i prosta sytuacja jaką jest przekazanie narzędzia do pracy na swoją wewnętrzną motywacją sprawia, że następuje całkowita rewolucja. Ta osoba może dzięki temu nauczyć kolejne 5 osób i dzięki temu rozwija się jak motyl. W teorii chodzi o to, że mała zmiana na początku, mały impuls, może spowodować dużą zmianę w efekcie, tyle, że musi zostać zainicjowane to zdarzenie. Ten przysłowiowy motyl musi po prostu zatrzepotać skrzydłami. I każdy coach ma taką moc w postaci narzędzi coachingowych, aby przekazać to klientowi i rozpocząć małą rewolucję. Zadowolony Klient, który odkrywa moc coachingu widzi, że pewne rzeczy są oczywiste i dziwi się czemu wcześniej tego nie odkrył. 

    Coś, na co wcześniej nie zwracał uwagi, nagle zaczyna być pomocne. Widzi, że wystarczy stworzyć np. plan działania i zaufać metodzie małych kroków, a łatwiej osiąga się swoje cele. Nie potrzeba często wielkich rzeczy, aby nagle potrafić się zmotywować do działania. Trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić, a to dzieje się na sesjach, podczas których Klient odkrywa swoje zasoby. Jego świadomość wzrasta, uczy się i chce tę wiedzę przekazać dalej. Wie, że inni również mogą skorzystać z metody, która ułatwia mu funkcjonowanie. Nie chce się stawiać w pozycji coacha, ale chce pokazać innym co można zrobić, aby chociaż po części potrafić zamieniać marzenia w działania. Dzieli się swoją pozytywną energią i o to chodzi. Pokazuje, że można! Trzeba tylko CHCIEĆ. 

    W pracy z coachem bardzo ważna jest też konsekwencja. Abyśmy odpowiednio wypracowali swoją wewnętrzną motywację, musimy być szczerzy sami ze sobą i pomimo trudów, nie poddawać się i dążyć do zamierzonego celu. To również rzecz, którą coach może zaproponować, jednak tego nas nie nauczy. To tak jak z piciem wody – wszyscy wiedzą, że powinno się wypijać 2 litry, jednak jeśli sami nie wypracujemy w sobie takiego przyzwyczajenia, konsekwencja upada. Z motywacją musi być inaczej. Dążąc do wymarzonego celu nie możemy w pewnym momencie zrezygnować, ponieważ znów w pewnym momencie poczujemy, że zawiedliśmy samych siebie.

    Ale co zrobić, żeby innym chciało się chcieć? Nie ma na to jednej recepty, ponieważ każdy jest inny a istotą motywowania jest poznanie i zrozumienie drugiej osoby. Istotą motywowania są emocje, a nie techniki. Często mówimy, że mamy motywację do wykonania zadania, kiedy czujemy gotowość i "chcenie" aby je wykonać. Jak to zatem jest, że czasem robimy coś tylko z poczucia obowiązku, czasem dla efektu a czasem dlatego, że samo "robienie" jest przyjemne?

    Motywacje możemy podzielić na zewnętrzną i wewnętrzną. Zewnętrzna polega na tym, iż otrzymujemy robimy coś, co jest obowiązkiem, (co samo w sobie nie jest przyjemne) ze względu na uzyskanie nagrody w późniejszym czasie albo ze względu na chęć uniknięcia jakiejś kary, czyli przykrych konsekwencji. Idealnym przykładem jest kiedy pracownik zostaje po pracy dłużej, ponieważ poprosił go o to szef. Nikt tego nie, ale zostanie, żeby uniknąć złości, czy niezadowolenia szefa lub po to, by otrzymać za to premię. Tego typu motywacja jest stosowana bardzo często, niemal codziennie jednak nie zawsze bywa skuteczna.

    Czasami stosowanie motywacji zewnętrznej tam, gdzie powinno się zadziałać motywatorem wewnętrznym może powodować efekt odwrotny do zamierzonego, dlatego też w coachingu nie stosujemy tego typu motywacji. Sprawdza się ona tylko w przypadku krótkoterminowych strategii. Klient, który przychodzi do coacha oczekuje wsparcia w znalezieniu celu, co nigdy nie może trwać krótko. Wtedy dobrze jest pomyśleć nad motywacją wewnętrzną. Chodzi o to, żeby dojść do stanu, w którym mamy potrzebę, pragnienie lub chęć wykonania jakiegoś działania lub osiągnięcia czegoś. Każda osoba, która podejmuje decyzję, że chciałaby zmienić coś w swoim życiu i wybiera się po pomoc do coacha, prędzej czy później poczuje ogromną motywacje. Ale nawet w nudnej pracy możemy znaleźć motywację. Przystępując do zadania, warto sobie zadać pytanie: „o co mogę zadbać, żeby mieć więcej frajdy z wykonywania tego zadania“, „jak mogę zorganizowac swoją pracę, zeby była przyjemna?“. Ale co ważne: mamy być zadowoleni z działania a nie z efektu. Nie chodzi zatem o to, aby sobie, czy innym naszykować efektowną nagrodę, ale znaleźć coś, co może być ciekawe i sprawiać, że daje nam to radość.

    Co więc zrobić, żeby zmotywować innych? Przede wszystkim powinniśmy się zastanowić, czy jest to w ogólne potrzebne. Motywowanie innych jest możliwe, ale tylko w przypadku, że mamy czyste intencje i, że nie będziemy narzucać mu swoich przekonań. Bo niby dlaczego ktoś miałby robić to, co my chcemy żeby robił? Wiem, przewrotne jest to, co piszę, ale niestety tak to wygląda w życiu. Od kiedy zaczęłam opowiadać swoim bliskim o swoich pomysłach na biznes, wszyscy twierdzili, ze mi się nie uda. Co zrobiłam? Udowodniłam wszystkim, że nie mieli racji. W moim przypadku akurat skończyło się to pozytywnie, ale często jest tak, że motywacja działa negatywnie. Niestety jest tak, że im bardziej pracodawca naciska, żebyśmy coś zrobili, tym mniej nam się chce. Tak to jest z tą motywacją. Dlatego raz jeszcze podkreślam, że najważniejsze jest, aby każdy sam doszedł do tego, czego oczekuje i jaki jest jego cel. Wtedy jego zachowania nie będą wynikiem manipulacji i nie będą sprawiały, że robimy coś, żeby komuś udowodnić. Motywowanie z czystymi intencjami to takie działanie, w którym chodzi mi o to, aby twój pracownik czerpał radość, satysfakcję lub korzyść z tego, do czego go zachęcam. Najprostszy i bardzo uczciwy jest mechanizm modelowania. Jeśli ja jako przełożona mam do czegoś głębokie przekonanie, to ono udziela się podczas współpracy innym. Nie są tu potrzebne jakieś triki, chwyty. Energia wystarcza.

    Czynniki, które motywują nas do dążenia do jakiegoś celu zależą przede wszytskim od osobowości danej osoby, jego nastawienia, potrzeb, zainteresowań, temperamentu i pewnie wielu innych kryteriów. Jednak warto podkreślić, iż sporo tych czynników dotyczy nie tyle samego zadania, lecz okoliczności, w których się je wykonuje. Największe znaczenie jeśli chodzi o motywację mają wartości. To one są najsilniejszymi motywatorami do działania, szczególnie w przypadku długoterminowych działań. Zasada jest taka, że im głębiej jakieś działanie jest zakorzenione i spójne względem naszych poziomów funkcjonowania, tym większą mamy motywację do jego wykonywania. We wzbudzaniu motywacji pomaga jasno określona misja osobista. Na przykład: kiedy poczujemy, że straciliśmy motywację do życia, że potrzebujemy czynnika, który pobudzi nas znów do „chęci życia” przychodzi moment, gdy zaczynamy szukać pomocy. Pojawiamy się wtedy u coacha, którego zadaniem jest naprowadzenie osoby do tego, aby sama stwierdziła, czego brakuje jej w życiu i jaki cel chciałaby osiągnąć.

    Moim ulubionym ćwiczeniem, które powtarzam sobie każdego roku jest Strategia Disney’a – tak, tego faceta od bajek. To jedno z narzędzi coachingowych, składające się z kilku etapów: Marzyciela, Realisty, Mądrego Krytyka i Wykonawcy. Na etapie pierwszym pytamy się, czego chcemy w naszym życiu. Później przechodzimy do strefy realisty, czyli zastanawiamy się, co realnie jesteśmy w stanie z wcześniejszego etapu wykonać. Następny jest Mądry Krytyk, czyli nasz autorytet, choć niekoniecznie musimy go znać, wystarczy wyobrazić sobie dialog z kimś, kto coś osiągnął w danym temacie. Ostatni etap należy do Wykonawcy, a więc wyznaczamy kroki, jakie mamy do przejścia. To Disney kiedyś wymyślił sobie, że stworzy bajeczne imperium dla dzieci i mało kto uwierzył w jego pomysł. On jednak był zdeterminowany i wiedział, że nie może się poddać, ale pora zamienić marzenia na realne działania. Tak powstało narzędzie, dzięki któremu stworzyłam swój cały plan na stworzenie biznesu.

    Podzieliłam kartkę na trzy części. W marzycielu wypisałam swoje wszystkie pragnienia, bez żadnej ograniczającej myśli. To co chciałam, przelałam na papier. Wyobrażałam sobie swój cel i to, jak go osiągam. Wszystko wyglądało pięknie. Następnie przeszłam więc do etapu realisty i już nie było tak łatwo. Uświadomiłam sobie, ile rzeczy tak naprawdę trzeba zrobić, a ile jest trochę na wyrost przeze mnie wymyślonych. To była pora, aby realnie podejść do sprawy i skupić się po kolei, na tym co trzeba, wyznaczając priorytety. Czasem bolało, ale nic. Wiedziałam, że skupiam się na tym, co jest potrzebne, aby zwyciężyć. Największy sukces musi boleć, wtedy jesteśmy jeszcze bardziej z siebie dumni. Na koniec, wewnętrzny krytyk, czyli nasz autorytet. Wyobraziłam sobie mojego dziadka, który zawsze był biznesmenem z głową na karku. Zastanawiałam się co mógłby mi doradzić w danym momencie. Czasem tak mamy, że wiemy, co akurat teraz powiedziałby nam np. nasz tata. Na czym kazałby nam się skupić w danym momencie i spróbować zrobić. Dopiero jak wykonałam całe ćwiczenie i wiedziałam jakie są priorytety, zbudowałam plan działania.

    Strategia Disneya jest o tyle fajnym ćwiczeniem, że w jego trakcie uświadamiamy sobie pewne rzeczy, wykonując dużą pracę nad naszą motywacją wewnętrzną. Chodzi o to, że jeżeli czegoś chcemy i to jest naszym marzeniem, mamy plan, jak to zrobić, to tego planu lepiej się trzymamy niż tego, co jest tylko w naszej głowie. Każdy powinien pracować nad poczuciem własnej wartości, nad pewnością siebie. Szczególnie, kiedy jesteśmy sami, to musimy uwierzyć, że zawojujemy świat. Dlatego ważne jest docenienie siebie, stworzenie listy mocnych stron po zadaniu pytania np. Dlaczego jestem super pracownikiem? A dlaczego mogę nim być ?

    Podsumowując to co najważniejsze jest, to to, że coaching wymaga od klienta bardzo ciężkiej pracy. To nie tak, że po jednej sesji, szkoleniu czy też warsztacie nagle zmieni się całe życie. To jest zazwyczaj tylko impuls, aby zacząć, inspiracja. Dlatego coaching jest według mnie dla ludzi, którzy są gotowi na zmiany. A i chcą zmierzyć się również z konsekwencjami tych zmian. Wiele osób uważa, że coaching jako “wytwór dla mas”. Coaching to tylko metoda, przeznaczona dla osób, które są gotowe, chcą z niej skorzystać w celu udoskonalenia swoich działań. Ludzie myślą też, że jeśli pójdą do coacha, to na pewno odniosą wielki sukces. A praca z samym sobą jest bardzo ciężka. To, że masz coacha, dietetyka, trenera nie oznacza, że nagle będziesz pięknym i zdrowym człowiekiem. Coaching to przewodnik w odkrywaniu siebie i realizowaniu celów. Coach nie sugeruje, nie podpowiada, nie doradza. Zamiast tego życzliwie słucha, zadaje niezwykłe pytania, których sami sobie zwykle nie stawiamy. Przy użyciu specjalnych technik sprawia, że “chce się chcieć” i podejmować wyzwania. Cel dotyczy przyszłości, a zaczynamy „tu i teraz” myśląc pozytywnie. Wszystko zależy od nas samych. A najpiękniejsze w osiągniętym celu jest to, że wydaje nam się, że pomogliśmy tylko sobie, ale prawda jest taka, że pomagamy też innym, ponieważ nasza motywacja staje się źródłem dla innych. To właśnie tytułowy efekt motyla, który sprawia, że mamy umiejętność natchnięcia kolejnych osób, by zaczęły szukać w sobie motywacji i dążyły do swoich wymarzonych celów.

     

     

     

     

  • Dodaj komentarz

    Komentarze

    Nikt jeszcze nie skomentował

    Kanał RSS dla komentarzy na tej stronie | Kanał RSS dla wszystkich komentarzy